W lazurowej wodzie zanurzyłam stopy. Początkowo chłód tego żywiołu sprawił, że moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Stopniowo zaczęłam oswajać się z zimnem, którego chyba potrzebuje. Gdy po kilku minutach cała byłam zanurzona, a moja skóra polubiła się z lodowatym dreszczem ogarnął mnie spokój.
Zamknęłam oczy, aby wyobrazić sobie Ciebie. Przynosisz mi ukojenie nawet gdy fizycznie jesteś setki mil stąd. Moje myśli wypełnione są Twoją osobą. Uspokajasz dusze. Koisz serce, jednocześnie je raniąc.
Przecież to przez Ciebie jestem teraz skłonna wypełnić płuca lodowato zimną jak Ty wodą.
To Twoje słowa skłoniły mnie do odejścia. Całkowitego, bezpowrotnego, jednoznacznego.
Paradoksalnie to właśnie Ty w tym momencie uspokajasz myśli.
Przeraża mnie miłość do Ciebie. Paraliżujesz ciało, a uaktywniasz myśli. Jesteś tym wszystkim czego pragnę i tym czego panicznie się boję.
Niestety kolejny raz złamana dusza nie podjęła walki. Postanowiła obumrzeć sama, bez tysiąca gapiów czekających na zgon. Zgodziła się na śmierć w lodowato zimnej wodzie...
niedziela, 12 listopada 2017
sobota, 14 października 2017
motywacja do życia
Zapominamy o tym co boli najbardziej.
Zapominamy, że skrzywdzonej duszy nie można posklejać.
Odłamane kawałki z Twojego wnętrza starają się zrosnąć, ale doskonale zdajesz sobie sprawę, że to nigdy nie nastąpi.
Robisz sobie złudną nadzieję chwilowym przypływem szczęścia.
Kilkusekundowym uśmiechem.
Szybszym biciem serca.
Zaczyna rodzić się myśl, że może tym razem pokonasz cierpienie. Udowodnisz przede wszystkim sobie, że Ty również możesz być szczęśliwy. Zaczynasz myśleć, że Tobie szczęście należy się tak samo, jak tym wszystkim uśmiechniętym ludziom dookoła Twojego małego świata.
Lecz któregoś dnia potykasz się na schodach, upadasz.
Lądujesz przed jak ci się zdaje najszczęśliwsza osobą jaką znasz. Tylko tym razem ona nie zdążyła nałożyć maski. Widziałeś jej łzy, w które nie możesz uwierzyć.
Zdenerwowana osoba ucieka, boi się, że wyjawisz jej sekret.
Siedzisz na schodach i analizujesz to, co się właśnie stało. Postanawiasz uważniej przyglądać się ludziom. Każda osoba, która wydawała Ci się znajoma zaczęła być niezrozumiale inna, obca.
Te wszystkie uśmiechy przestały być jednoznaczne.
Dostrzegasz drugie dno? Przestajesz czuć się samotnie?
Zrozumiałeś, że to nie tylko Ty borykasz się z nieszczęściem. Nie tylko Ty budzisz się bez chęci do życia. I nie tylko Tobie dusza złamała się setki razy.
Wiem, jak bardzo możesz cierpieć teraz, jutro, za tydzień. Wiem, jak trudno jest podnieść głowę z poduszki gdy zadzwoni budzik koło godziny 6:30. Wiem, jak cholernie boli uśmiechanie się do ludzi, mimo, że serce krwawi. Wiem, że nie raz zastanawiałeś się jak zakończyć to co tak naprawdę już nie istnieje od dawna.
Życie, Twoje życie.
Nie widzisz w nim teraz sensu, ale uwierz mi, że za rok, dwa czy nawet dziesięć lat będziesz dziękował sobie, że teraz zabrakło Ci odwagi by przestać oddychać.
Zapominamy, że skrzywdzonej duszy nie można posklejać.
Odłamane kawałki z Twojego wnętrza starają się zrosnąć, ale doskonale zdajesz sobie sprawę, że to nigdy nie nastąpi.
Robisz sobie złudną nadzieję chwilowym przypływem szczęścia.
Kilkusekundowym uśmiechem.
Szybszym biciem serca.
Zaczyna rodzić się myśl, że może tym razem pokonasz cierpienie. Udowodnisz przede wszystkim sobie, że Ty również możesz być szczęśliwy. Zaczynasz myśleć, że Tobie szczęście należy się tak samo, jak tym wszystkim uśmiechniętym ludziom dookoła Twojego małego świata.
Lecz któregoś dnia potykasz się na schodach, upadasz.
Lądujesz przed jak ci się zdaje najszczęśliwsza osobą jaką znasz. Tylko tym razem ona nie zdążyła nałożyć maski. Widziałeś jej łzy, w które nie możesz uwierzyć.
Zdenerwowana osoba ucieka, boi się, że wyjawisz jej sekret.
Siedzisz na schodach i analizujesz to, co się właśnie stało. Postanawiasz uważniej przyglądać się ludziom. Każda osoba, która wydawała Ci się znajoma zaczęła być niezrozumiale inna, obca.
Te wszystkie uśmiechy przestały być jednoznaczne.
Dostrzegasz drugie dno? Przestajesz czuć się samotnie?
Zrozumiałeś, że to nie tylko Ty borykasz się z nieszczęściem. Nie tylko Ty budzisz się bez chęci do życia. I nie tylko Tobie dusza złamała się setki razy.
Wiem, jak bardzo możesz cierpieć teraz, jutro, za tydzień. Wiem, jak trudno jest podnieść głowę z poduszki gdy zadzwoni budzik koło godziny 6:30. Wiem, jak cholernie boli uśmiechanie się do ludzi, mimo, że serce krwawi. Wiem, że nie raz zastanawiałeś się jak zakończyć to co tak naprawdę już nie istnieje od dawna.
Życie, Twoje życie.
Nie widzisz w nim teraz sensu, ale uwierz mi, że za rok, dwa czy nawet dziesięć lat będziesz dziękował sobie, że teraz zabrakło Ci odwagi by przestać oddychać.
niedziela, 8 października 2017
idąc do przodu...
Zdarzyło mi się zbłądzić kilka razy. Zatraciłam się w szaleństwie.
Postawiłam stopy w złym miejscu.
Stojąc na rozstaju dróg wybrałam nie tą stronę, którą powinnam.
Tylko, że skąd mogłam wiedzieć, który kierunek będzie odpowiedni?
Życie nie pozwala nam widzieć przyszłości. Nie pokazuje, w którym miejscu będziemy znajdować się za kilka godzin, dni, czy lat.
Jest to swojego rodzaju magią, zagadką. To właśnie przyszłość jest naszą tajemnicą.
Ludzie mówią, że trzeba iść do przodu, zapominając o tym, co za nami.
Ale, to właśnie te doświadczenia, te wszystkie kroki postawione w złym kierunku ukształtowały nasz charakter. Naszą pewność siebie. Nasze życie.
Dlatego ja, na przekór ludziom, którzy tak bardzo mnie nienawidzą, którzy czekają, aż upadnę i nie będę w stanie wstać - kroczę przed siebie z dumnie podniesioną głową.
Pamiętając ile razy upadłam i ile razy miałam obok kogoś, kto podał mi dłoń.
Ludzie mnie przerażają, napełniają lękiem, ale to dzięki nim wciąż stawiam kolejne kroki. Oddycham. Uśmiecham się. Jestem.
Dziękuje wszystkim, dzięki którym umiem żyć.
Postawiłam stopy w złym miejscu.
Stojąc na rozstaju dróg wybrałam nie tą stronę, którą powinnam.
Tylko, że skąd mogłam wiedzieć, który kierunek będzie odpowiedni?
Życie nie pozwala nam widzieć przyszłości. Nie pokazuje, w którym miejscu będziemy znajdować się za kilka godzin, dni, czy lat.
Jest to swojego rodzaju magią, zagadką. To właśnie przyszłość jest naszą tajemnicą.
Ludzie mówią, że trzeba iść do przodu, zapominając o tym, co za nami.
Ale, to właśnie te doświadczenia, te wszystkie kroki postawione w złym kierunku ukształtowały nasz charakter. Naszą pewność siebie. Nasze życie.
Dlatego ja, na przekór ludziom, którzy tak bardzo mnie nienawidzą, którzy czekają, aż upadnę i nie będę w stanie wstać - kroczę przed siebie z dumnie podniesioną głową.
Pamiętając ile razy upadłam i ile razy miałam obok kogoś, kto podał mi dłoń.
Ludzie mnie przerażają, napełniają lękiem, ale to dzięki nim wciąż stawiam kolejne kroki. Oddycham. Uśmiecham się. Jestem.
Dziękuje wszystkim, dzięki którym umiem żyć.
czwartek, 5 października 2017
Lęk przed miłością
Poraz kolejny obudziłam się z ciężarem w sercu.
Poraz kolejny ten najważniejszy organ przypomina o swoim istnieniu i o tym, jaki ból temu towarzyszy.
Myśli dotyczą tylko jednej osoby.
Słowa chcą wypowiadać tylko jedno imie.
Dłonie dotykać tylko jednego ciała.
A stopy podążać tylko w jednym kierunku.
Lęk zawładnął moim życiem.
Tak bardzo boję się znowu umierać.
Boję się, że kolejny raz upadne i nikt nie będzie w stanie mnie podnieść.
Nauczyłam się cierpieć samotnie, ale serce domagało się uczuć. Pozwoliłam sobie na nie...
Lecz nie wiem czy postapiłam prawidłowo.
Poraz kolejny ten najważniejszy organ przypomina o swoim istnieniu i o tym, jaki ból temu towarzyszy.
Myśli dotyczą tylko jednej osoby.
Słowa chcą wypowiadać tylko jedno imie.
Dłonie dotykać tylko jednego ciała.
A stopy podążać tylko w jednym kierunku.
Lęk zawładnął moim życiem.
Tak bardzo boję się znowu umierać.
Boję się, że kolejny raz upadne i nikt nie będzie w stanie mnie podnieść.
Nauczyłam się cierpieć samotnie, ale serce domagało się uczuć. Pozwoliłam sobie na nie...
Lecz nie wiem czy postapiłam prawidłowo.
wtorek, 19 września 2017
Skierowane do życia
Potrzebowałabym znaleźć swoją oazę.
Miejsce, w którym zmęczone myśli będą mogły się zdrzemnąć.
Chciałabym na chwilę uspokoić duszę. Zatrzymać jej bieg. Pozwolić zasnąć głębokim snem.
Codzienność jest niesamowicie przytłaczająca. Biegnie nieustannie do przodu.
Goni za czymś co jest nieosiągalne, ulotne, po prostu niedostępne.
Chcę się tylko zatrzymać, na chwilę.
Proszę.
Pozwól mi złapać oddech.
Taka gonitwa jest wyczerpująca.
Daj minutę spokoju, a później znowu zaczniemy uciekać, razem.
Miejsce, w którym zmęczone myśli będą mogły się zdrzemnąć.
Chciałabym na chwilę uspokoić duszę. Zatrzymać jej bieg. Pozwolić zasnąć głębokim snem.
Codzienność jest niesamowicie przytłaczająca. Biegnie nieustannie do przodu.
Goni za czymś co jest nieosiągalne, ulotne, po prostu niedostępne.
Chcę się tylko zatrzymać, na chwilę.
Proszę.
Pozwól mi złapać oddech.
Taka gonitwa jest wyczerpująca.
Daj minutę spokoju, a później znowu zaczniemy uciekać, razem.
poniedziałek, 11 września 2017
Pragnę ciszy
Jestem typem osoby, która ponad wszystko ceni sobie spokój.
Cenię momenty nieprzepełnione wrzaskiem.
Błogi stan musi otaczać i wypełniać przestrzeń wokół mnie.
To wtedy jest dobrze. Wtedy jest bezpiecznie.
a dziś...
Bezszelestny szept egzystencjalny zawładnął moją duszą.
Wypełnił serce harmonią.
Ogrzał zmrożone dłonie.
Otulił samotne ramiona.
Ogarnął ciszą zbłąkane myśli.
Wskazał drogę stopom.
Przyniósł nadzieję.
Uratował moje życie.
Cenię momenty nieprzepełnione wrzaskiem.
Błogi stan musi otaczać i wypełniać przestrzeń wokół mnie.
To wtedy jest dobrze. Wtedy jest bezpiecznie.
a dziś...
Bezszelestny szept egzystencjalny zawładnął moją duszą.
Wypełnił serce harmonią.
Ogrzał zmrożone dłonie.
Otulił samotne ramiona.
Ogarnął ciszą zbłąkane myśli.
Wskazał drogę stopom.
Przyniósł nadzieję.
Uratował moje życie.
niedziela, 10 września 2017
Czarne pomieszczenie
Zamknąłeś mnie w czarnym pomieszczeniu.
Otaczający chłód przepełnia moje serce.
Ty zniknąłeś z zasięgu mojego wzroku.
Nadal Cię czuję, wiem, że jesteś, ale oddalasz się.
Któregoś dnia odejdziesz na zawsze.
Całkowicie znikniesz.
Może wtedy moja czarna przestrzeń nabierze światła.
Może słońce postanowi ogrzać moją twarz.
A może serce?
Może zacznie bić szybciej?
Albo w ogólne zacznie bić.
Zapamiętam Cię, mimo, że wolałbyś bym została i bez tego.
Bez wspomnień, bez ciebie, bez powietrza.
Lecz uratuję się sama. Nauczyłeś mnie tego.
Wstanę. Znajdę okno. Odsłonię je. Wezmę oddech. Zacznę żyć.
Otaczający chłód przepełnia moje serce.
Ty zniknąłeś z zasięgu mojego wzroku.
Nadal Cię czuję, wiem, że jesteś, ale oddalasz się.
Któregoś dnia odejdziesz na zawsze.
Całkowicie znikniesz.
Może wtedy moja czarna przestrzeń nabierze światła.
Może słońce postanowi ogrzać moją twarz.
A może serce?
Może zacznie bić szybciej?
Albo w ogólne zacznie bić.
Zapamiętam Cię, mimo, że wolałbyś bym została i bez tego.
Bez wspomnień, bez ciebie, bez powietrza.
Lecz uratuję się sama. Nauczyłeś mnie tego.
Wstanę. Znajdę okno. Odsłonię je. Wezmę oddech. Zacznę żyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)