piątek, 25 sierpnia 2017

Słońce w pudełku

Położyłam zmęczone ciało na trawie. Pamiętam, że pachniało wtedy jesienią. Pomarańczowe światło zachodzącego słońca zdawało się być tak blisko. Czułam je, mogłam dotknąć, otulić się nim.
W moich wyobrażeniach słońce wpadało wprost do pudełka, które trzymałam w dłoniach. Kontrolowałam je.
To ja decydowałam kiedy blask promieni otoczy świat i kiedy noc pochłonie wszystkie istoty.
W tamtej chwili chciałam, aby tylko mnie wchłonęła czerń nocy. Pragnęłam zniknąć w tej fali ciemności.
Przymknęłam oczy tylko na kilka minut. Walczyłam z samą sobą, ale uległam wewnętrznemu zmęczeniu.
Przeprosiłam Boga i umarłam.
Trwało to kilka godzin. Byłam spokojna, szczęśliwa i spełniona, a wtedy...


Otworzyłam oczy, podniosłam brudną od trawy głowę. Pachniała zbożem.

Otworzyłam pudełko. Dałam światu kolejny dzień.








wtorek, 22 sierpnia 2017

Kilkaset dni

Zimna, ciemna noc dała mi Ciebie. Dała milion uśmiechów, pocałunków, milion zmartwień.
Zimowa noc dała nadzieję, dzięki której potrafiłam żyć. Kilkaset dni temu urodziłam się na nowo.

A to wszystko po to, by teraz umrzeć. By widzieć, że nowa miłość da ci to wszystko czego ja nie byłam w stanie.

Miłość potrafi wskrzesić życie. Ty mnie ożywiłeś. Pobudzileś moje serce, które nieustannie bije. A każde uderzenie to coraz większy ból.

Teraz czas obumrzeć, uciec, aby nigdy nie zobaczyć, że teraz to już nie ja sprawiam, że się uśmiechasz.