Znowu się pojawiłeś. Spoglądając na mnie z drugiego końca pokoju uśmiechnąłeś się. Patrzyłeś prosto w moje zapłakane oczy. Wdychając powietrze czułam Twój męski, delikatny zapach. Zarost, którego nienawidziłam, tym razem dodawał Ci uroku. Podszedłeś do mnie dosyć niepewnie, usiadłeś na łóżku prawie bezszelestnie i otarłeś moją mokrą od łez twarz. Początkowo nie odzywałeś się. Twoje milczenie trwało dla mnie wieczność, ale nie chciałam tego przerywać. Pierwsze słowo, które usłyszałam, na chwilę zatrzymało pracę mojego serca. Ciepło i lęk wypełniło mnie od środka. "Wróciłem" powiedziałeś prawie niesłyszalnie. Widziałam jak Twoje łzy starają się wydostać i dać mi do zrozumienia, że cierpisz. Nie odzywałam się, nie chciałam nic mówić, czekałam, aż znowu usłyszę Twój ciepły szept. Doczekałam się po krótkim czasie dwóch kolejnych słów. "Nie chciałem"
Później padło to słowo, które najbardziej chciałam usłyszeć. "Przepraszam", mówiąc to nie powstrzymywałeś już płaczu. Dałeś się ponieść emocjom. Bardzo chciałam powstrzymać te łzy, ale nie potrafiłam. Wiedziałam tylko, że oznaczają one niepewność. Nie wiedziałeś, czy rzucę Ci się na szyje i powiem, że masz zostać już na zawsze, czy odtrącę Cię, tak jak ty to zrobiłeś.
Nie zrobiłam nic przez dłuższą chwilę. Płakałam tylko razem z Tobą i patrzyłam jak naprawdę starasz się pokazać, że zostajesz. W momencie, gdy chciałam swoją dłonią otrzeć Ci teraz twarz i delikatnie pocałować Cię w usta obraz zaczął się rozlewać, zaczynałeś znikać...
Obudziłam się. Podniosłam szybko głowę z poduszki i otarłam twarz. Rozglądając się po pokoju dałam ponieść się poczuciu pustki i osamotnienia. Utwierdziłam się w przekonaniu, że nie można tak żyć, bo wyniszczę się szybciej, niż przypuszczałam.