W lazurowej wodzie zanurzyłam stopy. Początkowo chłód tego żywiołu sprawił, że moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Stopniowo zaczęłam oswajać się z zimnem, którego chyba potrzebuje. Gdy po kilku minutach cała byłam zanurzona, a moja skóra polubiła się z lodowatym dreszczem ogarnął mnie spokój.
Zamknęłam oczy, aby wyobrazić sobie Ciebie. Przynosisz mi ukojenie nawet gdy fizycznie jesteś setki mil stąd. Moje myśli wypełnione są Twoją osobą. Uspokajasz dusze. Koisz serce, jednocześnie je raniąc.
Przecież to przez Ciebie jestem teraz skłonna wypełnić płuca lodowato zimną jak Ty wodą.
To Twoje słowa skłoniły mnie do odejścia. Całkowitego, bezpowrotnego, jednoznacznego.
Paradoksalnie to właśnie Ty w tym momencie uspokajasz myśli.
Przeraża mnie miłość do Ciebie. Paraliżujesz ciało, a uaktywniasz myśli. Jesteś tym wszystkim czego pragnę i tym czego panicznie się boję.
Niestety kolejny raz złamana dusza nie podjęła walki. Postanowiła obumrzeć sama, bez tysiąca gapiów czekających na zgon. Zgodziła się na śmierć w lodowato zimnej wodzie...