piątek, 25 sierpnia 2017

Słońce w pudełku

Położyłam zmęczone ciało na trawie. Pamiętam, że pachniało wtedy jesienią. Pomarańczowe światło zachodzącego słońca zdawało się być tak blisko. Czułam je, mogłam dotknąć, otulić się nim.
W moich wyobrażeniach słońce wpadało wprost do pudełka, które trzymałam w dłoniach. Kontrolowałam je.
To ja decydowałam kiedy blask promieni otoczy świat i kiedy noc pochłonie wszystkie istoty.
W tamtej chwili chciałam, aby tylko mnie wchłonęła czerń nocy. Pragnęłam zniknąć w tej fali ciemności.
Przymknęłam oczy tylko na kilka minut. Walczyłam z samą sobą, ale uległam wewnętrznemu zmęczeniu.
Przeprosiłam Boga i umarłam.
Trwało to kilka godzin. Byłam spokojna, szczęśliwa i spełniona, a wtedy...


Otworzyłam oczy, podniosłam brudną od trawy głowę. Pachniała zbożem.

Otworzyłam pudełko. Dałam światu kolejny dzień.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz